wtorek, 18 kwietnia 2017

Chorzy z miłości

Witajcie

W moim życiu nastał totalny Armagedon! xD

Znalazłem kobietę swojego życia, która się we mnie zakochała!
I szczerze, to aż trudno mi w to uwierzyć... Mało tego, pewnie was nie zaskoczę, gdy napiszę, że to spadło na mnie jak grom z jasnego nieba.
Najlepsze, że znamy się na tyle krótko - bo bagatela kilka dni - a już przegadaliśmy kolejną noc z rzędu.

Piszę ten post, bo chcę się z wami podzielić tym, w jaki sposób to się zaczęło
:)

Na portalu społecznościowym (Facebook) istnieje pewna grupa zanikowców.
Zmagając się z pewnymi problemami związanymi z postępem choroby napisałem tam post.
Jak to zwykle bywa, ludzie patrząc na mnie dziwią się, jakim cudem 27-latek chorujący na DMD jest w tak „świetnej” formie, bo już dawno powinienem przecież leżeć pod respiratorem.
Nie ma to jak obalać stereotypy ;)
Mimo chwil słabości myślę, że swoim uporem i życiem jakie prowadzę, opóźniłem jak tylko się dało proces postępu choroby... ale nie o tym chciałem pisać.

Skomentowało ten post parę osób - w tym dziewczyna, której później jak się okazało zawróciłem całkiem w głowie. Odezwała się do mnie na priv i… rozmów już nie było końca.
Nigdy nikogo tak nie zafascynowałem swoją osobą do tego stopnia, abym został uznany w jej oczach za ideał….
I tak zarwaliśmy jedną nockę i kolejną z rzędu... Zaczęło tak iskrzyć, że zanim się obejrzeliśmy, podjęliśmy decyzję, że chcemy być razem
:)
Rozumiemy się i rozmawiamy tak, jakbyśmy znali się od lat.
Dowiedziałem się od niej samej, że się we mnie zakochała. Choć długo obydwoje zmagaliśmy się z przyznaniem się do uczuć, w końcu padły te dwa słowa - KOCHAM CIĘ.

Teraz to ja mam istne szaleństwo w brzuchu – aż tak, że nabawiłem się rozstroju żołądka xD
Miłość to istny koktajl Mołotowa hormonów i organizm po prostu nie wytrzymał :D

A żeby tego było mało, to zdradzę, że środowisko mojego Anioła chce mnie poznać osobiście ;)


Hmm… A skąd tytuł „Chorzy z miłości”? Ano stąd, że Duśka i Ja kompletnie zwariowaliśmy na swoim punkcie i tylko czekać, jak oboje wylądujemy w jakimś szpitalu psychiatrycznym, choć miejsce miejscowi nie będzie robić różnicy, bo ważne, abyśmy byli tam razem xD

niedziela, 1 stycznia 2017

nowy poczatek

Wszystkiego dobrego w nowym 2017 roku.
Tak wypada sobie i wam życzyć.
Nowy Rok zawsze jest nowym początkiem i tez tak bedzie w moim przypadku.
Tak naprawde wiele sie u mnie zmienilo od ostatniego razu jak tu byłem i pisałem ostatniego posta.

***
Z końcem tego roku zakończyłem działalność wolontarystyczna w projekcie Szlachetnej Paczki. 
Pewna nie mila dla mnie sytuacja sprawiła iź doszedlem do wniosku że zrobiłem swoje wìec i czas ze sceny zejść. 
Czesem bywa tak że ludzie poprostu sa zazdrosni i robia wszystko by zniczczyc komuś opinie.
W ubiegłym roku zostałem tylko darczyńcą i zamierzam to powtórzyć.
W tym roku tj. 2 stycznie ruszam z zarejetrowaną juz firmą a mianowicie serwisem komputerowym. Odkąd pamiętam było to moim marzeniem i właśnie je spełniłem.
Słuchajcie marzenia się poprostu spełniaja tyle że to my decydujemy kiedy.

***

Marzenia marzeniami ale miłość nie wybiera. Spada na nas w najmniej oczekiwanym momencie i nie zawsze jest taka jakbyśmy tego chcieli.
Pierwszy raz wiem i przyznałem sie przed samym sobą że kogoś kocham.
Bo sami powiedzcie jak można nazwać cheć bycia z osobą po mimo wielokrotnych kłamstw. Kłamstw które były spowodowane głupim strachem co sobie pomyśle. Nie oceniam ludzi powierzchownie i boli mnie to że nie potrafiła mi zaufać. Szczerość dla mnie to podstawa choćbym nie wiem czego miałbym się dowiedzieć. Nie wiem możliwe że nie dałem jej wystarczajacych powodów że może mi zaufać. Wina zawsze leży po obu stronach.
Jak widać wiele potrafie wybaczyć nie chcąc stracić osoby która też mnie kocha i akceptuje mnie takim jakim jestem. 
Powiem wam że czesto się kłucimy. Mamy za sobą pare rozstań i powrotów.
Widocznie jest miedzy nami rodzaj chemi bo obydwoje niepotrafimy bez siebie żyć.
Mocno w to wierze iż teraz kiedy Gosia bo tak ma na imie przeprowadzi się do mojej miejscowości wiele to miedzy nami odmieni. 
Na odległość trudno o zbudowanie czegoś trwałego nieszarpiąc się.
Odległość nie daje poczucia bezpieczeństwa.

***

Aby nastał nowy początek trzeba wiele spraw najpierw przemyśleć potem wyciągnąć wnioski a następnie coś zmienić. Najważniejsze jest to żeby w dalszym ciągu iść przed siebie i nie oglądać za siebie. Ważne są dni ktorych jeszcze nie znamy. 




czwartek, 24 września 2015

Kardiolog i jego smieszne metody leczenia ;)



Stwierdzam jedno lekarze potrafią być upierdliwi i przekonywać uparcie o swojej racji. Powiem Pani coś pani kardiolog - Nie zamierzam żyć wg stereotypu ze z moja choroba trzeba siedzieć w domu. A dziś ja wzięło na uświadamianie. Wg niej biorę na siebie za dużo a sam czuje się na tyle dobrze ze leki odstawiłem, bo mnie po prostu zamulają. To ta mi zaczęła gadkę o tym, że serce jest uszkodzone i powinienem unikać dużego skupiska ludzi, bo mogę złapać infekcje. Kurczę wyjdziesz od lekarza to czasem czujesz się bardziej chory niż jesteś. A leki mam brać a 30 września na holter. Głupota wg mnie brać leki, po jakich człowiek się źle czujesz :D Mam 26 lat i żyje z nieuleczalna choroba, która potrafi zabić. Jestem dorosły i sam decyduje o tym jak mam żyć. Mój aktywny styl życia warunkuje wygrana w walce z choroba. Stwierdzam jedno chyba zmienię lekarza, bo zamiast leczyć to ten mnie próbuje zatrzymać by mieć miej do pracy.

wtorek, 10 marca 2015

Korzystając z okazji

Witajcie
Ulala jak mnie tu dawno nie bylo, jak ja tu dawno nie pisałem i czas wielki by coś z tym zrobić 😉
U mnie zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. Jak to bywa w źyciu raz na wozie raz pod wozem.
Aktualnie z lekka sie rozchorowalem ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jestem z powrotem wśród blogerów. Mozna powiedzieć że nastąpił wielki powrót choć nie wiem na jak długo zagrzeje tu miejsca. Doszło do tego że nawet ja nie mam już tyle czasu wolnego co kiedyś, ponieważ pracuje od jakis 4 miesiecy. Od ostatniego razu kiedy tu pisalem minelo szmat czasu. Nie ukrywam że troche to zajmie zanim nadrobie zaległości ale też mam nadzieje że o niczym nie zapomne wam powiedzieć.
Pozdrawiam was wszystkich serdecznie

wtorek, 4 lutego 2014

Zrządzenie losu

Witajcie

Wiem...W ostatnim czasie trochę was odwiedzających mój blog zaniedbałem, ale cóż jak zawsze los zdecydował o wielu rzeczach za mnie. Otóż 30 stycznia nie pojechałem do Osiecznej, nie, że zrezygnowałem tylko z poniedziałku 27 stycznia na wtorek wylądowałem znów na oddziale kardiologicznym. Wyniki sie pogorszyły. Jestem już w domu, bo nie było zasadności trzymania mnie w szpitalu, ponieważ wyrównali prace na tyle ile to było możliwe i zalecili zwiększenie dawki zażywanych leków. W marcu mam mieć kontrole, ale już czuje się lepiej. Zastanawiam sie tylko, co jest powodem tej powracającej arytmii komorowo zatokowej. Owszem może to być wynikiem stresu ale podejrzewam tu tez negatywny wpływ wysiłku, którego się poddaje podczas rehabilitacji. Stosujemy z rehabilitantka lżejszy zestaw ćwiczeń, ale w wspomniany poniedziałek właśnie po rehabilitacji odezwała sie ponownie owa arytmia, przez co wieczorem musiałem wezwać pogotowie. Brzydka pogoda niskie ciśnienie mogło też dołożyć swoje 5 groszy. Musze znaleźć powód, ponieważ bez tego nie wiem jak próbować z tym walczyć. Na teraz postanowiłem do czasu kontroli spsocić z tonu z rehabilitacja. Nie ukrywam ze przez to mogę być słabszy fizycznie, ale jestem do tego zmuszony. Lekarze wiedzą ze rehabilitacja to dla mnie jest jedyna deska ratunku, ale łatwo było można z ich wyrazu twarzy wyczytać, że wpływa negatywnie na stan serca. Całe szczęście, że całe dnie nie muszę siedząc na wózku inwalidzkim, co wpływa pozytywnie na moja mobilność. Tak kochani...Nie poruszam się w domu za pomocą wózku inwalidzkiego. Wypracowałem sobie umiejętność pełzania po podłodze na podwiniętej stopie. Tak naprawdę z poziomu podłogi mogę zrobić wszystko:D Podłoga to dla mnie raj;)

czwartek, 16 stycznia 2014

Głowa pełna myśli

Hmm…mija czwartek, więc jestem po kolejnej sesji rehabilitacji. Krótko rzecz ujmując, hartuje się przed odbyciem turnusu rehabilitacyjnego w Centrum Rehabilitacji w Osiecznej, który zbliża się wielkimi krokami. Szczerze byłem w tego typu ośrodku 3 lata temu w Górznie. Od czasu, kiedy się dowiedziałem o terminie wyjazdu mam głowę pewną myśli. Zadaje sobie pytanie: Jak moje ciało zareaguje na taki wysiłek po takiej długiej przerwie? Biorąc udział w 22 finale WOŚP-u otrzymałem po części odpowiedź na to pytanie. Znieść potrafię wiele. Tyle, że na tym turnusie mogę się bardziej przesilić niż podczas tych około 6 godz. zbierania pieniędzy. Zauważyłem, że jak jestem w świecie kontaktów z ludźmi to zapominam o swojej chorobie. Z jednej strony to dobrze, bo odreagowuje, ale z drugiej bardzo łatwo przekraczam granice swoich możliwości. A wracając do dzisiejszej rehabilitacji to jak zawsze jestem zmęczony. Fakt, że nie na tyle żebym zasypiał na siedząco, ale czuje zmęczenie. Cieszę się ze w tym nowym roku poranki owych poniedziałków i czwartków są dość zaskakujące. Wstaje taki rześki, wypoczęty, nie czując, że nie jestem na silach jak to dawniej bywało. Dostałem od losu niezły zastrzyk energii na ten nowy rok. Oby tak dalej. 

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Odczuwanie satysfakcji

Szczerze wam powiem, że nie mogłem się doczekać okazji, kiedy będę mógł wam opowiedzieć jak minął mi wczorajszy dzień biorąc udział w finale WOŚP-u. Było dość zimno :P a przede wszystkim bardzo produktywnie, z czego oczywiście cieszę się ogromnie, bo jak zawsze dałem z siebie wszystko. Będąc ze znajomymi, mieliśmy razem 3 puszki, gdzie łączna zebrana kwota wynosiła ok 600 zł. Zrobiliśmy istny maraton po mieście. Stwierdzam jedno, że na ok 6 godz. zbierania kasiorki ubrałem się za lekko a plus ciągłe siedzenie na wózku okazało się mieszanką wybuchową. Przed światełkiem do nieba postanowiliśmy pójść do knajpy na ciepłą herbatę z cytryna i na mała pizzę, aby się ogrzać. Byłem tak zziębnięty ze moje mięśnie rąk przestały funkcjonować, ale z czasem siedzenia w tej knajpie było coraz lepiej. Zbijająca się godz. 20 sprawiła, że zapragnęliśmy się zwijać, aby móc dalej zebrać trochę pieniążków. Im bliżej światełka do nieba tym więcej osób postanowiło dołożyć się do zbiorki. Tyle, że wszystko, co dobre szybko się kończy. Będąc już w domu ok 21, zdjęty z wózka, nie byłem wstanie się poruszać. Moje mięśnie ze zdwojona mocą odmówiły posłuszeństwa tak jakby mi ktoś je wyłączył. Musiało minąć ok godz. zanim zacząłem odczuwać ze odzyskuje władze nad ciałem. Było bardzo ciężko starać się poruszać w tym stanie, ale dawałem jakoś radę. Jeszcze podczas zbiorki spotkałem moja rehabilitantkę z rodziną, która chciała się założyć ze dziś nie będę wstanie mieć rehabilitacji ;) A tu zaskoczenie, bo dziś wstaje jak gdyby nigdy nic. I wiecie, co? Czuje się świetnie, bo po raz kolejny pokazałem sobie, że jestem wstanie wygrywać z chorobą.