wtorek, 4 lutego 2014

Zrządzenie losu

Witajcie

Wiem...W ostatnim czasie trochę was odwiedzających mój blog zaniedbałem, ale cóż jak zawsze los zdecydował o wielu rzeczach za mnie. Otóż 30 stycznia nie pojechałem do Osiecznej, nie, że zrezygnowałem tylko z poniedziałku 27 stycznia na wtorek wylądowałem znów na oddziale kardiologicznym. Wyniki sie pogorszyły. Jestem już w domu, bo nie było zasadności trzymania mnie w szpitalu, ponieważ wyrównali prace na tyle ile to było możliwe i zalecili zwiększenie dawki zażywanych leków. W marcu mam mieć kontrole, ale już czuje się lepiej. Zastanawiam sie tylko, co jest powodem tej powracającej arytmii komorowo zatokowej. Owszem może to być wynikiem stresu ale podejrzewam tu tez negatywny wpływ wysiłku, którego się poddaje podczas rehabilitacji. Stosujemy z rehabilitantka lżejszy zestaw ćwiczeń, ale w wspomniany poniedziałek właśnie po rehabilitacji odezwała sie ponownie owa arytmia, przez co wieczorem musiałem wezwać pogotowie. Brzydka pogoda niskie ciśnienie mogło też dołożyć swoje 5 groszy. Musze znaleźć powód, ponieważ bez tego nie wiem jak próbować z tym walczyć. Na teraz postanowiłem do czasu kontroli spsocić z tonu z rehabilitacja. Nie ukrywam ze przez to mogę być słabszy fizycznie, ale jestem do tego zmuszony. Lekarze wiedzą ze rehabilitacja to dla mnie jest jedyna deska ratunku, ale łatwo było można z ich wyrazu twarzy wyczytać, że wpływa negatywnie na stan serca. Całe szczęście, że całe dnie nie muszę siedząc na wózku inwalidzkim, co wpływa pozytywnie na moja mobilność. Tak kochani...Nie poruszam się w domu za pomocą wózku inwalidzkiego. Wypracowałem sobie umiejętność pełzania po podłodze na podwiniętej stopie. Tak naprawdę z poziomu podłogi mogę zrobić wszystko:D Podłoga to dla mnie raj;)

1 komentarz: